Licencja
Mogę. Język wernakularny w obliczu spustoszenia ortologicznego
Abstrakt (PL)
Zgodnie z opowieścią przytoczoną przez Giorgio Agambena w zbiorze esejów La potenza del pensiero, pewnego dnia, w kolejce, elemencie typowego, ponurego, duchowo-społecznego krajobrazu Rosji radzieckiej lat 30. XX wieku, pewna pani rozpoznała Annę Achmatową. Podeszła do poetki, by zadać jej tylko jedno pytanie, bezapelacyjne i skrajne: „Czy może Pani to powiedzieć?”. Po chwili zastanowienia Achmatowa udzieliła równie bezapelacyjnej odpowiedzi: „Mogę”. Posługując się słownictwem Ivana Illicha, można by zaryzykować stwierdzenie, że język poezji – język w którym można powiedzieć to, co się dzieje, wydobywając wydarzenie z zapomnienia – to język wernakularny. To język, którego się nie naucza, ale wydobywa się go ze środowiska kulturowego, dzięki rozmowom z konkretnymi osobami. Język wernakularny, w odróżnieniu od zuniformowanych języków narzucanych przez władzę (które można nazywać „ortologią”) istnieje po to, by ludzie mogli sobie powiedzieć rzeczy prosto w oczy. Moc języka to moc etycznego doświadczania rzeczywistości, a poeta pielęgnując go, dzierży władzę, która jest bardziej trwała niż ortologiczna i ortopraktyczna władza polityczna.